<title_newspaper=Sztandar Modych> 
<title_article=Ludzie dalekich przestrzeni> 
<author_1=R. Rywanowicz>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year="1954">
<month="6">
<date=1954-06-03>
<period=d>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Na lotnisku
Kiedy niebo na wschodzie zaczyna przewieca jasnymi barwami, a ludzie pogreni s jeszcze we nie  podchorowie wyruszaj na lotnisko. Z samego rana w grze panuje nieruchoma cisza, sprzyjajca lotom. Mechanicy sprawdzaj maszyny. Z rwnego jak st, trawiastego pola odrywaj si z ziemi z wadczym rykiem zielonoskrzyde ptaki.
W kabinie czeka na sygna do startu podchory Ryszard Rogowski. Jest sam. Za nim w drugiej kabinie nie wida instruktora. Ryszard Rogowski pierwszy raz samodzielnie poprowadzi samolot. Cay wieczr by niespokojny, wypytywa wielokrotnie kolegw o rne szczegy, ktre przecie byy mu doskonale znane. Rozgorczkowane myli nie daway zasn. To byo tak, jakby czeka niecierpliwie na pierwsze spotkanie z ukochan dziewczyn.
I oto teraz oczekuje z jak radosn trwog na sygna.
Szewc Rogowski z Konstantynowa pod odzi, ktry wybiera si chyba o tej samej porze do pracy w spdzielni, nie przeczuwa na pewno jaki to dzi wielki dzie dla jego syna. Ile emocji, ile wzrusze, ktrych nigdy nie zapomni, ktre zachowa na cae ycie  przeywa teraz jego Rysiek.
Ale ju kierownik lotu rzuca do mikrofonu: zezwalam na start.
Rozdygotany z niecierpliwoci samolot wyrwa si jak strzaa. Trzyma si jeszcze lekko ziemi dwoma koami, raczej lizga si po niej. Po chwili odrywa si pynnie i wznosi ukonie ponad dachy niskich, przykucnitych domw, w zamknity horyzont.
Rogowskiemu zdaje si, e za chwil usyszy gos instruktora. Oglda si do tyu. Ale za nim nikogo nie ma. Jest sam. Pierwszy raz sam na sam z maszyn. Spoglda w d. Wie, e tam kady jego ruch obserwuje z trosk instruktor, dowdca, przyjaciele. 
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
